Nie ciesz się tak bardzo, bo…
No właśnie. Bo co? Czemu nie mogę się cieszyć tym, co akurat w tej chwili tę radość powoduje? Bo zaraz się popsuje? Bo spadnie na mnie tysiące nieszczęść, które zabiorą mi radość? Czemu wkradają się od razu wątpliwości, że ta radość krótko potrwa?
Bo nie wierzę w swoje prawo do szczęścia. Nie wierzę, że wart jestem życia wypełnionego po brzegi samą radości. Wklepane mam do głowy, że nic nie może przecież wiecznie trwać, a zwłaszcza szczęście.
Czemu nie boję się, że zamrtwienia mnie opuszczą, kiedy mnie dopadają? Czemu tak nie myślę o chorobie i nie odczuwam podskórnego lęku, że oto za chwile wyzdrowieję?
Przecież to bez sensu.
Wczoraj dostałem niesamowity powód do radości i dziś wciąż twarz wypełniona jest uśmiechem, a ciało i dusza radością. Czy mam to dusić w sobie, bo a nuż widelec zapeszę i coś pójdzie nie tak? Bzdura. Nie upieram się, że to jedyne rozwiązanie, jedyny powód radości w moim życiu. Dostałem darmo więc się cieszę. Czemu już teraz mam się smucić? By oszczędzić sobie rozczarowań?
Kolejna bzdurda. To właśnie ten bezsensowny strach o utratę obecnego szczęścia, ściąga do mnie całą szarańczę niepowodzeń i psuje to, co tak pięknie się zapowiadało. To ja sam psułem do tej pory to, czym na początku się cieszyłem.
Dziś wyrzucam to za drzwi swojego domu, serca, duszy, ze swojego świata i zamierzam cieszyć się pełną gębą ze wszystkiego, co tylko daje mi ku temu powód. A powodów mam coraz więcej. Jednocześnie jestem coraz bardziej wolny wobec swoich celów i tego, co niesie mi życie. Wolność sprawia, że nie muszę się bać o utratę tego. Bo ja nie muszę tego mieć, tego robić ,tego mówić. Nie muszę, ale chcę i to się liczy. Jeśli to mój cel, jeśli to moja droga, to nic tego nie zmieni. Chyba jedynie moje zamartwianie się i lęk. A ci państwo już tu nie mieszkają.
Piotr – odkrywca
Ja się cieszyłam za bardzo.Teraz już nie.
Witam,
tez chcialabym tak powiedziec: a ja panstwu juz dziekuje!
to chyba tak dla rownowagi, aby nie bylo mi za dobrze
i pomyslec, ze robie to sobie sama….hmm to chyba mam cos z glowa
))
Bardzo podobaja mi sie dwa ostatnie zdania
I choc rozumiem co czytam i zgadzam sie z tym…to jakos nie potrafie jeszcze zapanowac nad swoimi bzdurnymi myslami, tymi ktore przychodza nieproszone… zjawiaja sie w kazdej chwili i sieja wielki niepokoj…sprawiaja ze jestem zdenerwowana i martwie sie o jutro czy pojutrze…bo mialam takie doswiadczenia, potrafilam sie cieszyc jak dziecko z pewnych rzeczy czy zdarzen, ale ta moja radosc dosc szybko byla zamieniana na lzy
pozdrawiam