Książka – nowa odsłona.
Sporo się ostatnio dzieje w życiu. Dokąd to wszystko zmierza? Czas pokaże. Najważniejsze, że wiem, dokąd zmierzam. Kiedy dojdę? Mam nadzieję, że wkrótce:)
Wydawnictwo Best Class zakończyło swoją działalność. Nie można więc kupić już książki: "Tak chcę żyć!"
Przygotowana jest jednak wersja drukowana. Trwają ostatnie poprawki, dopracowywana jest okładka i załatwiane sprawy formalne. Myślę, że w lutym będzie już można kupić wersję drukowaną książki. Dołączony będzie do niej plik pdf, również na nowo złożony.
Jeśli jesteś zainteresowany kupnem książki w wersji drukowanej, zajrzyj tu za jakiś czas, bądź na stronę takchcezyc.pl. O wszytskim napiszę:))
Pozdrawiam ciepło i serdecznie w nowym 2011 roku.
Piotr Dziankowski
Właśnie spełnia się moje marzenie.
Myśl o tym, by sobie założyć aparat chodziła za mną już od liceum. Nigdy jednak nie odważyłam się na jakiś konkretny krok. Zawsze tylko plany, zawsze myśli, że przydałoby się, ale to dużo kosztuje, poza tym jakby to wyglądało? W okresie liceum to była „siara na maxa”.
W końcu stwierdziłam, że jak nie teraz to kiedy? TERAZ był najodpowiedniejszym momentem. (Przyznam się, że chyba trochę zaraziła mnie atmosfera strony „Tak chcę żyć” . powiedziałam sobie „ Tak właśnie chcę żyć, nie posiadając tylko, ale spełniając swoje marzenia.) I zdecydowałam się. Nie miałam tyle kasy. Nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Czy moją wadę da się wyleczyć itp. Po prostu zadzwoniłam, by umówić się na wizytę u ortodonty. Po dwóch tygodniach siedziałam już na krześle ortodontycznym, a przemiła kobieta tłumaczyła mi co i jak i w dodatku oznajmiła, że spokojnie, jeśli chodzi o płatności, to możemy je sobie rozłożyć na raty.
Dzisiaj mam na ząbkach gumki. Trochę mi w nich nieswojo, choć z drugiej strony SWOJO bardzo, bo wiem, że są tam po cos
Reszta tego, co mnie czeka to miesiące drobnych wyrzeczeń. Ale jak się na nie cieszę !
Fajnie jest brać odpowiedzialność za swoje życie. Oczywiście, że możesz żyć ze swoją sytuacją taką jaka jest. Pozostawić swoje życie bez zmian. Ale skoro coś nie daje Ci spokoju, jeśli o czymś marzysz dniami i nocami i jeśli coś nie pozwala Ci się uśmiechać tak do końca, zrób z tym coś już teraz. Po prostu. Ni nastawiaj się na nic, nie oczekuj nie wiadomo czego. Po prostu potraktuj to tak „jakbyś szedł po poranną gazetę” ( To chyba zdaje się przeczytałam gdzieś na stronie „Tak chce życ”)
Gwarantuje, że już po pierwszym kroku uświadomisz sobie, że BYŁO WARTO
Agata
Kolejny krok przed siebie…tym razem inaczej :D
Najważniejsze, że nie do tyłu.
Nie ważne jak – czy na nóżkach, czy wózku inwalidzkim, czy rowerze
- ważne, ze do przodu.
Jeśli podejmujesz próbę, jeśli decydujesz się zrobic ten pierwszy krok – już jesteś zwycięzcą.
- Nie, nie wsiądę. Będziesz musiał pojechać sam.
- No kochanie, przecież to takie proste. Wsiadasz i jedziesz. No dalej, zaraz sobie przypomnisz.
- Nie, nie przypomnę sobie. Już raz wsiadłam i się wywaliłam. Nie, sorry…dwa razy!!
- No to wsiądź jeszcze raz. Tym razem będę Cię trzymał. No wsiadaj.
- Nie, nie dam rady.
- Dasz. No nie daj się prosić…
Gdyby nie to, że od dawna już chciałam pojechać, gdyby nie myśl, ze jak już pojadę,
to będę dumna z siebie, że mi się udało, i gdyby nie pomoc Tomka, nie wsiadłabym.
Powtarzałam sobie, że nie dam rady. Coś jednak głęboko we mnie chciało spróbowac.
Chciało wygrac z głosem, który mówił "niemożliwe".
To przecież taka prosta sprawa, czyż nie? A przynajmniej tak mogłoby się wydawac.
Dwie nóżki mam, dwie rączki, nic nie stoi na przeszkodzie. Czyżby?
Pozostawał jeszcze umysł…moje przekonania i uprzedzenia.
Nie jeździłam już chyba z 10 lat. Nic dziwnego, że zapomniałam jak to jest. I bałam się próbować.
Bałam się porażki. A jednak pamiętałam doskonale, że lepiej jest upadać i się podnosić wciąż próbując,
niż nie spróbować wcale i potem do końca życia bić się w pierś…
No i przemogłam się. Praca nad wmawianiem sobię, że nie potrafię i nie potrzebuję wcale próbowac,
trwała tyle właśnie ile nie jeżdziłam. Spróbowanie kosztowało parę upadków,
a wynikiem była ogromna satysfakcja. I myśl, że było warto!
Zrobiłam ten pierwszy krok
Na początku pomagał mi Tomek.
Trzymał mnie za siodełko, jak dzieciaka
Potem mnie puścił i jechałam już sama.
Iiiihaaa
:D Ach ten wiatr we włosach
To wbijające się siodełko
:P
Sukces niejedno ma imię. Dla mnie sukcesem było to, że jednak się odważyłam wejść na rower.
Pomimo, że bałam się jak cholera. Nie tyle upadku, co siary, że taka stara krowa
i na rowerku jeździć nie umie.
A jednak ta stara krowa wlazła na rowerek
i pedałowała z ogromną radochą
Pierwszy samochód jaki nas mijał wzbudził we mnie niepokój. Nerwowo zjechałam na pobocze.
Ale Tomek mnie uspokoił. Potem gdy nadjeżdżał następny, powtarzałam sobie w duchu:
”Tylko spokojnie, dasz rade” i faktycznie – jechałam spokojnie, z dumnie uniesioną głową,
a gdy tylko samochód mnie minął, bezwiednie uśmiechnęłam się do siebie
No dobra – miałam uśmiech od ucha do ucha, o taki —>
Agata
