1. Strona
I. TAK ŻYJĘ
Dzień
Dzień – co kryje się za tymi kilkoma literami? To cud oddechów, tysięcy mrugnięć oczu, grymasów twarzy, kropli życiodajnej wody.
Kiedy otwierasz rano oczy, zaczyna się Twój dzień. Czy jest on wpadnięciem do zimnego oceanu problemów, czy może do orzeźwiającego jeziora marzeń, planów i możliwości?
To pierwsze spojrzenie i otwarcie się na światło.
Co jest pierwszym kadrem filmu, którego nie sposób zatrzymać nawet na chwilę, w ciągu całego dnia? Biały sufit? Praca, do której musisz iść? Stos obowiązków, których nie podjąłeś się poprzedniego dnia? A może sam nie wiesz, co to za obraz, bo nie masz pojęcia, po co właściwie się obudziłeś?
Chyba, że jest zupełnie inaczej.
Otwierasz oczy i… rozglądając się po pokoju, przypominasz sobie, że przecież dziś masz cały dzień, by zrobić wszystko, co tylko możliwe, by Twoje marzenia się spełniły. Od razu usta układają się w pięknego, „dojrzałego banana”, z oczu lecą iskry zacięcia i pasji, słyszysz bicie serca, które wyrywa się do życia, działania, zrobienia czegoś niesamowitego i twórczego.
Czy wiesz, jak wygląda Twój uśmiech? Widziałeś kiedyś siebie w lustrze, w chwili, gdy Twoja twarz, oczy, skóra, usta, nawet włosy, wszystko to się śmieje? Bo uśmiech, to nie tylko sprawa ust. Kiedy śmiejesz się tylko ustami, tak naprawdę grasz jedynie w reklamie radości i to grasz słabo, bez przekonania. Nikogo takim „ustnym” śmiechem nie zarazisz.
Widziałeś swój uśmiech? Jeśli nie, to najwyższy czas to zrobić. Nie można całe życie uśmiechać się, samemu nie wiedząc, jak niepowtarzalny i… śmieszny to widok. Każdy bowiem śmieje się inaczej. Twój uśmiech też jest wyjątkowy, tak samo jak Ty i Twoje życie.
Umysł otwarty, uśmiech w kształcie „banana”, oczy promienne, nogi odbijają się od łóżka i… dotykam „twardej rzeczywistości mojego życia”. Bagaż, który jest konsekwencją opartych na lęku decyzji kilku ostatnich lat, zaczyna ściągać mnie w dół tak, że omal nie spadam z łóżka na twarz.
Nie, nie spadłem. Podparłem się „bananem”, który na chwilę „odczepił się” od twarzy w akcie desperackiej ucieczki przed tym, co może wysypać się z plecaka. Fakt, jest tego sporo i nie powiem, że tego nie widzę.
Bagaż jednak, prócz ciężaru, który sprawia, że nogi momentami stają się jak z waty, nie przeszkadza w patrzeniu przed siebie. Mam oczy pełne światła i serce wypełnione wiarą w powodzenie, nadzieją na udany dzień i pewnością, że choćby nie wiem co, poradzę sobie dziś ze wszystkim.
Jeśli wiesz, dokąd zmierzasz, nawet najcięższy bagaż doświadczeń, nie jest w stanie powalić Cię na ziemię, nie pozwalając się podnieść.
Pamiętaj – żaden, dopóki wiesz, co jest celem Twojego życia, póki wiesz, co jest Twoim życiem i jak wiele jesteś wart…
Kilkanaście lat temu nauczyłem się istotnej rzeczy:
Plecak jest ważny – niezależnie, czy jest to bagaż w czasie podróży, czy ten życiowy.
Z doświadczenia wiem, co znaczy dźwigać bagaż. Im dłużej się idzie, tym staje się on cięższy. Przemierzając pieszo Bieszczady, z każdym kolejnym dniem wędrówki, wydawał się on nie do uniesienia, a było w nim tylko to, co potrzebne, by przeżyć ciepłe dni i chłodne noce. Gdybym podróżował bez plecaka, na pewno szybciej pokonałbym cały szlak, ale idąc w pośpiechu, skupiając się tylko na tym, co pod –> następna strona.