Czemu same sie nie spełniają?
W nawiązaniu do tego, o czym zacząłem pisać poprzedni, przyszła mi do głowy taka oto myśl. Na terenach dziewiczych rośliny rosną bez przeszkód i w sposób harmonijny z pozostałą częścią przyrody, bo nie przeszkadza im człowiek.
Podobnie jest z marzeniami. Gdyby nie były to marzenia człowieka, spełniały by się samoistnie. Absurd? Nie.
Jako człowiek mam skłonność do komplikowania wielu spraw, kontrolowania, przebudowywania, przerabiania na swój sposób i według swojego pomysłu. A wtedy często dochodzi do stanu dysharmonii. W tym jestem specjalistą.
Sęk w tym, by wejść w jedno z otaczającym mnie światem. Wejść w strumień życia i pozwolić mu swobodnie płynąć przez moje życie, wypełniając mnie tym, co najlepsze. Bez wybrzydzania, szukania niestworzonych rzeczy, przekształcania rzeczywistości bez patrzenia na całość. Pozwolić, by działo się to, co jest: pełna harmonia, pokój, dostatek, radość i szczęście.
Tylko jak to zrobić, będąc już w środku wędrówki przez życie? Czy możliwa jest taka zmiana myślenia i odczuwania, by zjednoczyć się z naturą? Czy jestem w stanie do uczynić? Czy to w ogóle realne?
Piotr
