Wieczorny seans
Od jakiegoś czasu mamy w domku takie postanowienie, że przynajmniej raz w tygodniu robimy sobie seans filmowy, by praca nie pochłonęła nas bez reszty, a oboje pracujemy przy komputerach w domu.
Wczoraj była taki wieczór. Film wybrany na czuja. Ja przynajmniej znałem tylko tytuł, który i tak mi nic nie mówił Juli&Julia.
Co chwilę były teksty, sceny i wszystko przemawiało jakby do mnie. Jedna z bohaterek szukała tego, co lubi w życiu robić. Chciała się tym zająć. Tym, co najbardziej lubiła robić, to jeść:))
Druga też czegoś szukała, choć sama nie wiedziała czego. Znalazła pośród tego, co lubi robić i robiła to codziennie. Tak jak ja, cierpiała na słomiany zapał. Tak jak mnie, udało się jej go pokonać.
Film i pisaniu książek. O spełnianiu marzeń przez to, co się w życiu kocha i lubi robić. Bez ociągania się, nawet jeśli po kolejnym nieudanym wyczynie kulinarnym, leży się na podłodze w farszu z kurczaka…
) Zawsze można się podnieść.
I co najważniejsze. Kiedy zaczynam robić to, co lubię, wszystko inne zaczyna się "dziwnie" do tego dopasowywać:))
U Ciebie też tak jest?
Piotr – odkrywca